Znaki

13 października 2016

Okazuje się, że w życiu nie wystarczy patrzeć. Trzeba widzieć. Mówiąc inaczej: zauważać. Można stwierdzić, ze życie składa się z mnóstwa przypadkowych wydarzeń. Można też w tym zbiegu okoliczności dostrzec pasmo konkretnych znaków. 

Weźmy tak na przykład szpital. Wiadomo - przykra sprawa. Człowiek nie zadbał o siebie więc zbiera co zasiał. Myśląc w ten sposób można zostać na poziomie czystej biologii i wynikania przyczynowo-skutkowego. Wiara natomiast podpowiada mi coś innego. Oczywiste jest, ze Pan Bóg ani przez chwilę nie chciał żebym znalazł się w szpitalu. Nie On stworzył choroby i nie jest źrodłem smutku. Z drugiej jednak strony, każdą chwilę, każde nasze położenie Bóg może super wykorzystać dla naszego wzrostu. Pytanie tylko brzmi: czy widzę znaki? Czy je czytam? Bóg mówi przez znaki. Właściwie to szepta.

Dobrze jest każdy dzień zakończyć z postawionym sobie pytaniem: co dziś jest moim wzrostem? Jaki jest mój dzisiejszy jeden krok? 

Dziś widziałem leżącego pana z rurkami wystającymi z głowy. Miał smutną twarz. Widziałem młodą kobietę, cała trzepała się z zimna. Była wieziona z badania, przykryta folią termiczną. Widziałem panią w średnim wieku, podpięta pod każdą możliwą aparaturę. Może teraz w domu czekają na nią mąż i dzieci, i zamartwiają się. Mój krok na przód dziś to było uświadomienie sobie, że ja to nawet nie mam wenflonu w ręce. Mogę na USG zajść sobie o własnych siłach. Posiedzę parę dni, pobadają i wyjdę stąd, a obok mnie przejeżdża kobieta, która nawet nie wie jak będzie wyglądało jej następne parenaście godzin życia. Dziś mój krok naprzód to odkrycie, że w każdej sytuacji mojego życia mogę znaleść coś, co pozwoli mi na wzrost, że warto się rozejrzeć wokół siebie i dostrzec jak wiele osób ma ciężej niż ja i w końcu, że jest Bogu za co dziękować. 

A tak w ogóle to końcu się wyspałem i odwiedziły mnie dziś trzy moje uczennice, co było warte zamknięcia się w tym przykrym miejscu. No i pierwszy raz w życiu odprawiłem Mszę świętą w kapciach.