Zacząć do siebie

23 października 2016

Rozmawia w Niebie Bóg Ojciec z Synem Bożym: – Jak tam sytuacja na Ziemi Synu? – pyta Bóg Ojciec. – Pytasz o ludzi, których stworzyłeś na swój obraz i podobieństwo? – odpowiada pytaniem Syn Boży. – Tak, dokładnie o nich mi chodzi – mówi Ojciec. – Cóż – odpowiada Syn – 90% z nich twierdzi, że są brzydcy. (Zerżnięte z sieci, autor chyba nieznany :) ).

Żaden człowiek nie jest brzydki. Oczywiście dojście do takiego wniosku wymaga głębszego spojrzenia na człowieka. Wystarczy przyjrzeć się dokładnie człowiekowi żeby dostrzec, że ta cała złożoność tego kim jesteśmy, nasze wnętrze, duchowość, wrażliwość, zdolność do wyższych uczuć składają się w piękną mozaikę, do której rękę przyłożył sam Bóg. Jesteśmy piękni, choć nieraz poranieni. Jesteśmy piękni, choć nieraz mocno doświadczeni przez życie, przez co tego piękna na pierwszy rzut oka nieraz nie widać.

Syrach, w swojej księdze, której fragment dziś mogliśmy usłyszeć w pierwszym czytaniu na Eucharystii (Syr 35, 12-14. 16-18), kreśli przed nami obraz czterech ludzi na różny sposób doświadczonych przez życie. To biedny, pokrzywdzony, sierota i wdowa.

Każdy człowiek może po trochu odnaleźć się w biednym. Czy nigdy nie mieliśmy poczucia, że nam czegoś brakuje? I to nie tylko materialnie, ale jakoś duchowo. Nieraz człowiek przecież ma wszystko a czuje się niekochany. Może ktoś odnaleźć się w pokrzywdzonym. Współczesny świat ma wielu ludzi zranionych, których rany tak długo się leczą. Można odnaleźć się w sierocie, czyli mieć poczucie samotności, bycia zdanym tylko na siebie. Można odnaleźć się we wdowie. Każdy z nas prędzej czy później straci kogoś bliskiego. I tą stratą nie zawsze jest śmierć, ale po prostu odejście. Podsumowując, jak mawiał E. Hemingway: „Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi, coś kocha i coś stracił”.

Ten obraz wieńczy tragiczna sytuacja św. Pawła, którą dzieli się on z Tymoteuszem (Tm 4, 6-9. 16-18). Został sam, wszyscy się od niego odwrócili, na dodatek jego bycie w więzieniu jest zarazem oczekiwaniem na wyrok śmierci. I w tym wszystkim św. Paweł jest przekonany, że jedyną osobą, Która jest z nim, jest Pan. Paweł pisze do Tymoteusza: „Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła (…) Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie (…) Wybawi mnie Pan od wszelkiej złego czynu i cali mnie.” Można pozazdrościć Pawłowi takiej wiary. Nie jest łatwo wierzyć kiedy cały świat się wali. Poza tym w naszej polskiej mowie potocznej niestety utarło się dość niefortunne powiedzenie używane w sytuacji bez wyjścia: „Teraz została mi już tylko modlitwa”.

Pytanie brzmi: co zrobić żeby być przekonanym o tym, że jakkolwiek jest źle to Bóg jest ze mną? Co zrobić żeby w swojej biedzie, pokrzywdzeniu, osieroceniu, poczuciu uwięzienia mieć pewność, że Bóg stoi obok mnie?

Odpowiedź jest dziś w Ewangelii (Łk 18, 9-14) i brzmi: trzeba stanąć przed Bogiem. Tego właśnie możemy się nauczyć od bohaterów dzisiejszej Ewangelii: faryzeusza i celnika. Najczęściej kiedy się czyta ten fragment, rozpatruje się go na zasadzie oceny dwóch postaw: pozytywnego spojrzenia na pokornego celnika i negatywnej oceny zadufanego w sobie faryzeusza. Jednak oboje mogą nas nauczyć czegoś ważnego i zarazem podstawowego: chrześcijanin to człowiek, który musi stać przed Bogiem. To ważny, pierwszy krok.

Drugi krok to stawać przed Bogiem jak celnik, tzn. stawać z poczuciem, że pierwszą osobą, która potrzebuje Bożej interwencji jestem ja. Stać przed Panem i mówić mu o swojej biedzie, nie o biedzie swojego sąsiada. Stać przed Panem i mówić mu o swoim niekochaniu, nie o niekochaniu swojej żony. Stać i mówić mu o swojej krzywdzie, o swojej ranie, nie o ranie swojego byłego przyjaciela. Mówić mu o swoim osieroceniu, o tym co ja straciłem a nie co przez swoją lekkomyślność stracił ktoś obok.

Matka Teresa z Kalkuty zapytana przez dziennikarza po otrzymaniu Pokojowej Nagrody Nobla o to, co by trzeba było zmienić, żeby na świecie zapanował pokój i zgoda, odpowiedziała: ciebie i mnie. Mówienie Bogu o sobie jest kluczem, który otwiera nasze własne serca dla Niego.

Zatem, do dzieła!

Komentarze