Umrzeć za życia

2 listopada 2016

Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera. Nic nie utraci ten, co nie miał nic. Ten kto nie kochał, nie wie co tęsknota. Nie wie co gorycz, kto bez marzeń śni. To słowa piosenki Roberta Janowskiego, która mówi o tym, że największym dramatem człowieka nie jest biologiczna śmierć. Największym dramatem jest być martwym za życia. Największym dramatem jest życie po linii najmniejszego oporu, ze wzrokiem utkwionym w szare płytki chodnikowe. Życie bez uśmiechu, bez zdrowego ryzyka, bez wyzwań. Bo nie można czegoś stracić nie mając nic. Nie można tęsknić, nikogo nie kochając. Nie da się umrzeć, nie żyjąc naprawdę.

Dzisiaj, w dzień zaduszny, Kościół daje nam wzruszające Słowo. To chyba jedna z najbardziej przejmujących scen ewangelicznych. Jezus wzrusza się widząc grób, w którym leży jego przyjaciel. Umarł Łazarz. Maria, jego siostra nie może się pogodzić z jego śmiercią. Żali się Jezusowi: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. I Jezus, który płacze. Bóg, który jest wszechmogący, płacze. Jakby i On nie mógł pogodzić się ze śmiercią przyjaciela. To cudowny obraz w dniu być może dla nie jednego z nas smutnym. W dniu, w którym przed oczami stają nam twarze osób, które kochaliśmy jak Maria swojego brata. Twarze osób, których już dzisiaj z nami nie ma. To cudowny obraz na dziś: Bóg, który płacze nad śmiercią swojego przyjaciela. Bóg, który płacze nad każdą śmiercią. Bo to nie on stworzył śmierć, On jest zmartwychwstaniem i życiem.

Wbrew pozorom dzisiejszy dzień nie jest po by mówić za dużo o śmierci. Dzisiejszy dzień powinien być celebracją życia. Bo dzisiejsza ewangelia nie kończy się na Jezusowych łzach. Jezus kroczy w stronę grobu Łazarza wśród słów niedowierzania. Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu , nie mógł sprawić, by nie umarł? Jezus karze odsunąć kamień i wyprowadza Łazarza z grobu. Przywraca życie zmarłemu. Taki właśnie jest Jezus. Taki właśnie jest Bóg.

Dla zmarłych niestety zawsze jest już za późno. Nie mogą już niczego naprawić na ziemi. Nie mogą domknąć niepozałatwianych spraw. Wierzymy, w to co dziś mówi nam Ewangelia: Bóg nie chce śmierci. On jest Panem Życia. Bóg przyjmuje naszych zmarłych i jako sędzia sprawiedliwy i miłosierny wyszukuje z ich życia wszystkie momenty, w których stawali oni po stronie miłości. Pomóc im może nasza modlitwa. Nasz ostatni dla nich prezent, ostatnia przysługa.

Dla zmarłych jest już za późno, ale nie dla nas. Pytanie brzmi: czy nie jesteśmy przypadkiem martwi za życia? Czy nasze życie nie jest byle jakie? Czy nie tracimy bezsensownie swojego czasu? Czy mówimy naszym bliskim, że ich kochamy? Czy spędzamy wolny czas ze swoją rodziną? Czy spełniamy swoje marzenia? Czy inwestujemy w swoje pasje? Czy nasze życie nie przypomina nudnego filmu? Bo kiedyś i dla nas będzie za późno. Bóg dał nam życie i dał nam wolność, abyśmy mogli z niego korzystać w dobry sposób. Co my robimy z własnym życiem? Czy nie zbudowaliśmy sobie własnego grobu? Czy nie zatoczyliśmy kamienia u jego wejścia?

W książce pt. Szczęście znalazłem kiedyś fragment listu, który napisał pewien dziadek do swoich wnucząt. Oto jego fragment: „Gdybym mógł przeżyć życie od nowa, starałbym się popełnić kilka błędów więcej. Nie starałbym się być tak doskonałym. Częściej bym odpoczywał. Nie brałbym na serio tak wielu rzeczy. Podziwiałbym więcej zachodów słońca i jadłbym więcej lodów. Byłem jednym z tych, którzy żyją zbyt schematycznie, absolutnie higienicznie, godzina po godzinie. Jednym z tych, którzy nie wychodzą nigdzie bez wełnianego swetra i kurtki przeciwdeszczowej. W moim nowym życiu podróżowałbym bez wielkich bagaży. Niestety, teraz jest już za późno.”

Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera. Umrzeć naprawdę może tylko ten kto żył naprawdę. I w końcu, kto żył naprawdę i umarł naprawdę może żyć na wieki w Chrystusie.

Komentarze

Anna 11/02/2016 21:11
Wydaje się, że to oni pomarli, a my żyjemy... Jest odwrotnie. To oni żyją w pełni, a my umieramy...